W końcu przyjechali jej rodzice, poczęstowaliśmy ich sokiem. Siedzieliśmy razem do wieczora grając w różne gry planszowe razem z jej rodzicami. Nagle rozległo się pukanie do drzwi, była to mama.
- Maks, ubieraj się, wracamy do domu. - powiedziała stojąc w progu.
Westchnąłem pod nosem, odłożyłem kostki.
- Do widzenia. Pa. - uśmiechnąłem się lekko.
Wsiedliśmy do auta, jednak nie ruszyliśmy w stronę domu. Wyjechaliśmy z miasta.
- Gdzie jedziemy? - spytałem.
- Po psa. - odpowiedziała.
- Naprawdę?! - uśmiechnąłem się szeroko.
Mama skinęła głową, nagle poczułem coś pod nogami, była to butelka wina, pusta i chyba świeża.
- Mamo patrz, tata Taigi za nami jedzie, zatrzymaj się. - powiedziałem patrząc w lusterko, mrugał światłami, jednak ta mnie nie słuchała, jeszcze bardziej dodawała gazu. Nagle wjechaliśmy na sąsiedni pas. - Mamo uważaj!!! - krzyknąłem lecz było za późno.
Ostatnie co zobaczyłem to światła tra z naprzeciwka i odgłos klakosnu, później jak przez mgłę, czyjeś krzyki, krew i światła karetki, a później już tylko ciemność.

?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz